Rejs do Malborka - Relacja

W dniach od 22.07.2010 r. do 25.07.2010 r. odbyło się „XI Oblężenie Malborka - 2010” - doroczne plenerowe spotkanie miłośników historii, oręża średniowiecznego, rycerstwa, a także zwykłych amatorów turystyki, dobrej zabawy i żeglarzy, którzy przy każdej nadarzającej się okazji, chętnie wypływają na wszelkiego rodzaju sprzęcie motorowodnym i żeglarskim, aby poznać szlaki turystyczne – wodne.

Gdański Klub Morski LOK im gen. Zaruskiego pod patronatem Pomorskiego Okręgowego Związku Motorowodnego i Narciarstwa Wodnego, zorganizował wypad trasą małej „Pętli Żuławskiej” z punktem kulminacyjnym w Malborku, podczas trwania w/w imprezy plenerowej, dla wszystkich chętnych klubów, które zgłosiły akces do uczestnictwa w wyprawie.

W zależności od zaplanowanych urlopów pierwsze jednostki ruszyły na trasę z przystani Jacht Klubu GKM LOK w Gdańsk – Stogi, już 20.07.2010 r. (Szaman R, Frajda, Balanus, Hajduczek), jednostki, Titikaka, Pięćdziesiąty Szósty, Sorka, Gamma-P w dniu 21.07.2010 r. a pozostałe jednostki Aleksander H, Kozaczek, Attika, Dzidziol i jednostki z innych klubów dołączyły do miejsca zbornego w Rybinie, skąd ruszyliśmy wspólnie w dalszą drogę z metą w Malborku.

Na trasie do Rybiny pokonaliśmy most pontonowy w Sobieszewie, otwierany niestety tylko w wyznaczonych godzinach (niezależnie od ilości jednostek wodnych czekających na przeprawę z jednej i drugiej strony, nie mających gdzie przycumować, kręcących się w kółko i wypalając niepotrzebnie paliwo, zatruwając środowisko) co bardzo utrudnia turystykę wodną a następnie przez wrota śluzowe i przeciwpowodziowe w Przegalinie na Martwej Wiśle. Dalej Gdańska Głowa na Szkarpawie i szczęśliwie dla nas otwarty obrotowy most kolejowy w Rybinie, most w Drewnicy przepłynęliśmy bez otwierania, kładąc uprzednio maszty na jachtach. Pierwszy etap naszej wyprawy osiągnęliśmy ok. godziny 17, pomimo ścisku i nie do końca przygotowanej dla tylu jednostek przystani wodnej w Rybinie miło spędziliśmy czas przy grillu, pląsach oraz nieodzownych na takich imprezach „morskich opowieściach”.

Przy pięknej pogodzie następnego dnia wyruszyliśmy w dalszą drogę do Malborka. Płynąc rzeką Szkarpawa nie wpłynęliśmy na Zalew Wiślany, za Osłonką wpłynęliśmy do Nogatu, który stanowi naturalną granicę pomiędzy województwem Pomorskim i województwem Warmińsko – Mazurskim. Imponująca ilość jednostek (17) płynąca w zorganizowanej grupie, co prawda rozciągnięta przestrzennie na rzece ze względów bezpieczeństwa, stanowiła imponujący (niestety nie zbyt częsty) widok dla turystów i mieszkaniowców mijanych miejscowości, zażywających kąpiele przy 30 stopniowym upale. Nam mimo, że na wodzie, słońce też dawało się mocno we znaki i chłodziliśmy się w każdy możliwy sposób.

Pokonując śluzy w Michałowie i w Rakowcu, wprawialiśmy w konsternację śluzowych, którzy jak nas zapewniali, od wielu lat jednorazowo nie przeprawiali tak dużo jednostek pływających w jednej zorganizowanej grupie.

Do Malborka dopłynęliśmy przy wspaniałej pogodzie, chodź na horyzoncie zaczęły się pokazywać czarne, gęste chmury. Przystań jachtowa, w której zacumowaliśmy sprawiała wrażenie długo nieużywanej, na szczęście prysznice i toalety, chodź oddalone, były czynne. Po szybkiej i sprawnej organizacji obozu żeglarskiego w marinie malborskiej, mogliśmy włączyć się czynnie w obchody oblężenia malborka, a było co oglądać. Jarmark rzemiosł średniowiecznych, wioska rycerska, obozy rycerskie, targi różności, turnieje rycerskie i kulminacyjna część imprezy – inscenizacja Oblężenia Malborka zrobiona z dużym rozmachem i przy współudziale wielu statystów, co prawda organizatorzy trochę przesadzili z cenami biletów na widowisko (40 zł od osoby), na szczęście rozstawione telebimy i dobre nagłośnienie pozwoliły obejrzeć inscenizację bez wchodzenia na główną trybunę. W trakcie oglądania inscenizacji przeżyliśmy konsternację z powodu słabej znajomości historii, okazało się ,że najbardziej żarliwymi obrońcami zamku Malborskiego byli sprowadzeni przez komtura krzyżackiego, dowodzącego obroną, marynarze z Gdańska, którzy siali największe spustoszenie w szeregach oblegającego wojska polskiego pod wodzą króla Władysława Jagiełły. Nie wchodząc głębiej w szczegóły czy po stronie polskiego króla też brali udział jacyś gdańszczanie, postanowiliśmy, że gdańskie flagi łopoczące dumnie pod salingami w malborskiej marinie pozostają na swoim miejscu, bo i tak biegu historii nie zmienimy, a nasz pobyt nie przyniesie korzyści ani broniącym ani oblegającym.

Zmienne warunki atmosferyczne (na przemian ulewne deszcze i upały) wpłynęły na nasze plany, chcąc opłynąć małą „Pętlę Żuławską” zdecydowaliśmy się wypłynąć w sobotę do południa, aby mieć zapas czasowy. Okazało się że postąpiliśmy bardzo roztropnie.

Po sforsowaniu śluzy w Szonowie w założeniu mieliśmy na biegu wziąć śluzę w Białej Górze (Piekle) i zacumować na noc w marinie w Tczewie, wypogodziło się pięknie, pogoda zachęcała do dalszej wędrówki tym pięknym szlakiem, ale niestety śluzowego w Piekle to nie obchodziło, o godzinie 16 skończył pracę i za nic (?) nie chciał nas dalej przepuścić. Na szczęście nam się, aż tak bardzo nie spieszyło, gorzej by było gdyby jachty były wyczarterowane i taka bzdurna postawa śluzowego spowodowała by dodatkowe koszty za czartery, ale nic to, towarzystwo były wyborowe, potrafiące się bawić, a do tego okazało się, że mamy wśród siebie solenizantkę (Krystynę), więc okazja do zabawy była wspaniała. Nic to, że miejsce w ogóle nie nadawało się do zacumowania jednostek, brak było sanitariatów i toalet, a śluzowemu chyba chodziło o to by oglądał poranne pamiątki pozostawione przez nas w okolicznych krzakach.

Największym szczęśliwcem okazał się bezpański pies, który przybłąkał się do nas i upodobał nasze towarzystwo (a raczej nasze zapasy jedzenia), okazało się później, że został on przygarnięty na stałe przez załogę Sorki (nosi nawet takie imię).

W niedzielę rano, już bez przeszkód opuściliśmy rzekę Nogat i przez wrota przeciwpowodziowe w Białej Górze wpłynęliśmy na rzekę Wisłę, gdzie pomni zaleceń komunikacyjnych od razu przystąpiliśmy do płynięcia wyznaczonym torem wodnym pomiędzy ustawionymi na brzegu krzyżami i znakami. Przy zdecydowanie chłodnej aurze straszącej nas czarnymi chmurami, spokojnie przepłynęliśmy tor wodny na Wiśle i przez wrota śluzowe - przeciwpowodziowe w Przegalinie wpłynęliśmy na Martwą Wisłę, gdzie zatrzymaliśmy na krótką przerwę, skąd wyruszyliśmy dalej na ostatnie otwarcie mostu pontonowego w Sobieszewie, a tam i tak musieliśmy pokręcić się wokół własnych osi, oczekując na jego otwarcie. Powrót do przystani jacht klubu GKM LOK w późnych godzinach popołudniowych gdzie nastąpiło zamknięcie małej „Pętli Żuławskiej”. Ktoś jeszcze wpadł na pomysł, aby zorganizować na poczekaniu chrzest świeżo upieczonych żeglarzy motorowodnych, którzy po zdaniu egzaminów odbyli swój pierwszy samodzielny rejs na Pętli.

Do zobaczenia za rok, być może w trakcie opływania „Wielkiej Pętli Żuławskiej”

Ryszard Krawczyński

GKMLOK 2018
By: Joomla Free Templates